wtorek, 20 maja 2014

Chapter 2 "Fuck off Styles"

 Alishia

Obudziłam się z potwornym bólem głowy.Przekręciłam się na bok a po chwili wylądowałam na podłodze.Bolały mnie żebra a noga pulsowała.Przeklęłam pod nosem i otworzyłam oczy.Na początku byłam zbyt zajęta moim kacem by dostrzec coś dziwnego.Kiedy już to zrobiłam,jak by od razu otrzeźwiałam.
Miałam na sobie jakąś czarną bluzkę i swoje majtki a na dodatek nie byłam w swoim pokoju.Ten był zadbany jednak smutny.Beżowe ściany a gdzie nie gdzie plakaty otulały pomieszczenie.Oceniłam,że jedne z dwóch drzwi muszą biec do łazienki a drugie na korytarz.Nadal nie pamiętałam co się stało więc kiedy podniosłam się z podłogi postanowiłam rozejrzeć się.
Pchnęłam dębowe drzwi i znalazłam się w korytarzyku na którym była tylko półka a pod nią szafka.Po chwili usłyszałam ochrypły głos.Specjalnie stanęłam na schodach tak aby wszystko słyszeć.
-Nie spodziewałem się tego.-powiedział głos od którego moje mięśnie same się napięły.-Wiszę ci przysługę...Nie twoja sprawa.-warknął a ja usłyszałam jak rzucił coś na drewniany przedmiot.-Mam w tym swój interes,stary...Spokojnie...Zajmij się lepiej swoimi sprawami a to zostaw już mnie.
Zeszłam po schodach najciszej jak umiałam.
Harry stał w samych dżinsach oparty o framugę drzwi odwrócony do mnie tyłem.W salonie połączonym z jadalnią panował o wiele większy bałagan niż na górze.Kanapa była wgnieciona więc śmiałam snuć wniosek,że na niej spał.Kiedy zrobiłam mały krok powiedział do telefonu.
-Muszę kończyć.-po czym dodał odkładając telefon.-Nie ładnie tak podsłuchiwać.
-Wiedziałeś,że tu stoję?-zapytałam zdzwiniona.
-Niech zgadnę.-odwrócił się do mnie przodem ale dalej opierał się o framugę.Włożył telefon do tylnej kieszeni spodni i kontynuował.-Najpierw spadłaś z łóżka,rozejrzałaś się po pokoju.Wyszłaś z niego, zwróciłaś uwagę na półkę na korytarzu a później na to,że z kimś rozmawiam.Zaczaiłaś się na schodach a później postanowiłaś podejść bliżej.
Byłam pod wrażeniem.Ciekawe ile miał takich akcji w swoim życiu.
-Co ja tu robię?-warknęłam nabierając odwagi.
-Upiłaś się prawie do nieprzytomności.-wzruszył ramionami i podszedł do stołu.
-A Emily i Alex?
-Kazałem je odwieść do domu.Nie chciałem,żeby widziały cię w takim stanie.Zaczęły by panikować.-nadal na mnie nie patrzył.Szczerze to zaczynał mnie tym denerwować.-Są bezpieczne.Na razie.
-Słucham?-myślałam,że nie dosłyszałam.
-To co słyszałaś.-odrzucił jakiś papier na bok.
-Czy ty mi grozisz?-wściekłam się.-Patrz jak ze mną rozmawiasz!-podeszłam do niego i odrzuciłam jego ramię do tyłu by na mnie spojrzał.W jego oczach widziałam gniew.
W jednej chwili opierałam się o stół a nad sobą miałam wkurwionego chłopaka.Jego klatka piersiowa podnosiła się w górę i w dół w nierównomiernym tempie.Zaczęłam się go bać.
-Nie waż się na mnie podnosić głosu!Rozumiesz?!-krzyknął.Jego tęczówki zalała czerń.Nie było w nich nic pociągającego.-Siedź cicho dopóki jestem spokojny.
-Puść mnie.-próbowałam go odepchnąć jednak nic to nie dało.Jeszcze bardziej go wkurzyłam.
-Przestań kurwa!-położył swoją dużą dłoń na moim barku zmuszając do tego bym położyła się na stole.Dodatkowo wolną ręką posadził mnie na nim i ustawił się pomiędzy moimi nogami.Zadrżałam.
-Puść mnie.Powtarzam jeszcze raz.-nie dawałam za wygraną wiedząc jednak,że to nic nie da.
-Czy ty nie rozumiesz jak do ciebie mówię?!Masz się zamknąć!-przywalił pięścią w stół z prawej strony mojej głowy.
Po chwili pochylił się nade mną i złożył pocałunek na mojej szyi.Chciałam go odepchnąć ale byłam zbyt słaba.Czułam jego usta stykające się z moją skórą.Zaczął od miejsca pod moim uchem kierując się w stronę obojczyka.Za każdym razem kiedy choć troszeczkę drgnęłam karał mnie podgryzaniem mojej skóry.Czasami bolało bardziej a czasami mniej.Mogłam powiedzieć jedno.Nie podobało mi się to.Ani trochę.
-Harry przestań.-jęknęłam kiedy ręką podciągnął moją bluzkę.Teoretycznie to jego.Wiedziałam,że nie odpuści.Wbił mi paznokcie w plecy tak,że na pewno zostawił ślady.Zebrałam w sobie wszystkie siły i odepchnęłam go.Korzystając z wolnej chwili pobiegłam na górę.Czułam za sobą jego ciężki kroki.
Nie wiedziałam co robić.Cholera!
Wbiegłam do jego pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi.Panicznie spojrzałam na kolejne drzwi i szybko weszłam do łazienki zamykając drzwi na zamek.
Łazienka była malutka ale za to dobrze zagospodarowana.Odsunęłam się od nich jak najdalej mogłam i skuliłam zaraz za szafką.
-Jak śmiałaś ode mnie uciec?!Otwieraj te pieprzone drzwi!-walił w nie tak,że aż uginały się pod jego siłą.Po moich policzkach zaczęły lecieć łzy.Nie wiedziałam co robić ani jak się zachować.Bałam się go.Bałam się tego do czego był zdolny.
Tak jak przewidywałam drzwi nie wytrzymały długo.
Wkurwiony Harry wpadł do łazienki i wręcz wywlókł mnie z niej.Moje serce waliło jak oszalałe a nogi zapierały się by nie iść dalej.Niestety był silniejszy.
-Siadaj!-pchnął mnie na łóżko i podszedł do drzwi by je zamknąć.W mojej głowie była tylko jedna myśl-o kurwa.
-Wiedziałem,że nie będzie z tobą łatwo.-przeczesał dłonią swoje włosy.gdy to robił jego mięśnie na plecach cudownie się ruszały przez co miałam ochotę przejechać po nich paznokciami...
-Czego chcesz?-jęknęłam a mój głos odmawiał mi posłuszeństwa.
Odwrócił się do mnie.Nadal adrenalina w jego ciele górowała więc starałam się aż tak bardzo go nie rozzłościć.
-Ciebie.-odparł pewnym siebie głosem.Popatrzyłam nie wiedząc czy mówi serio.-Dobrze słyszysz.Chce ciebie.Pociągasz mnie i to mega.
-To dlatego jesteś jak wrzód na dupie?-wymsknęło mi się.
Popatrzył na mnie morderczym wzrokiem a ja poczułam,że staje się malutka.
-Nie przeginaj.-ostrzegł mnie.-Chce się z tobą pieprzyć.Tylko to.
-Spierdalaj.-tym razem nie mogłam się powstrzymać.Chciał tylko seksu?!No chyba sobie żartował.A co ja burdel?!
-Zamknij się.Dobrze ci radzę.Wiedziałem,że się nie zgodzisz dlatego dowiedziałem się czegoś bardzo interesującego.
-A mianowicie?-westchnęłam poirytowana.
-Jak mam do ciebie mówić:Alishia czy Ashley?-kiedy wypowiedział drugie imię,zesztywniałam.
-Skąd o tym wiesz?!-poderwałam się z łóżka.
-Siadaj.-upomniał mnie.-Mam swoje dojścia.Sądzę,że po twojej przyszywanej tożsamości można powiedzieć jedno.Jesteś mordercą.
-SKĄD TO WIESZ?!-ryknęłam jeszcze głośniej chcąc mu przyłożyć jednak w minutę opanował sytuacje przytrzymując mnie za ramiona.
-Nie powiem twoim przyjaciółką jeśli zgodzisz się na moje warunki.
Zapędził mnie do rogu.Wiedziałam że nie miałam wyjścia.Emily i Alex nie mogły się dowiedzieć,że podejrzewają mnie o sześć zabójstw ze szczególnym okrucieństwem.
-Jesteś chujem.-mruknęłam załamana na co zareagował cichym śmiechem.
-Chyba będę musiał skrócić twój cięty języczek i nauczyć cię posłuszeństwa.
-Odpieprz się,Styles.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz